Forum www.klubmord.fora.pl Strona Główna www.klubmord.fora.pl
Forum Klubu Miłośników Powieści Milicyjnej MO-rd
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Szkice do komiksów z serii kpt Żbik
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.klubmord.fora.pl Strona Główna -> Książki polskie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Wto 17:44, 06 Sie 2013    Temat postu:

Szanowni Czytelnicy tegoż wątku. Bardzo proszę o nieco cierpliwości. Przygotowuję kolejny - tym razem - obszerniejszy szkic. Ze względu na dwa dłuższe wyjazdy musiałem odłożyć pisanie. Teraz zabieram się zań ponownie. Postaram się zamieścić w niedługim czasie kolejny szkic.
Pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Śro 17:03, 07 Sie 2013    Temat postu:

Szkic krytyczny do komiksu „Zerwana sieć”

Komiks narysował Jerzy Wróblewski. Opublikowany został w 1977 roku i ponownie w 1981.

Niniejszy komiks przypadkowo zdybałem w pewnym śmieciowym antykwariacie (czyli takim, gdzie jest absolutnie WSZYSTKO). Wstąpiłem doń po szkole. Prawie trafiłem na moment wnoszenia tamże pudeł ze WSZYSTKIM. Antykwariusz mnie znał (zaglądałem doń regularnie nie tylko za komiksami) i pozwolił mi pogrzebać w tych pudłach. Czas miałem mocno ograniczony stąd przeglądnąć mogłem sobie tylko jedno z pudeł. Traf chciał, że między gazetową makulaturą, gdzieś tak w połowie przeglądania znalazłem ów komiks. Trochę zajeżdżał stęchlizną, ale był w dobrym stanie, czyli kompletny. Nabyłem go od ręki. Uszczęśliwiony nowym nabytkiem trochę z żalem opuszczałem antykwariat. Uprosiłem Antykwariusza, by odstawił mi komiksy, które mógłby znaleźć w kolejnych pudłach. Zamarudziłem nieco i drogę na dworzec kolejowy musiałem przebiec. W trakcie podróży powrotnej do domu przeczytałem ten komiks, powoli smakując treść i rysunek J. Wróblewskiego. Bardzo mi się spodobał. Wielokrotnie doń wracałem i wracam. Mimo solidnej dawki propagandy w nim zawartej mam do niego duży sentyment.

Rok szkolny 1976/1977 miał charakter eksperymentalny. Ekipa E. Gierka uchwałą z 13 X 1973 r., przygotowywała reformę szkolnictwa planując wprowadzenie jednolitej dziesięciolatki na wzór radziecki. Rozwiązania te miały wpłynąć na wzrost liczby osób z wykształceniem średnim. Eksperymentalnie rok szkolny 1976/1977 w części szkół rozpoczął się w połowie sierpnia 1976 i zakończył 4 VI 1977. Ostatecznie jednak reorganizację szkolnictwa zarzucono z powodu komplikacji społeczno – politycznych pod koniec dekady gierkowskiej. Sam projekt został anulowany w 1982 roku.
Przyjmując datę zakończenia roku szkolnego 4 VI 1977, jako prawdopodobną, można ustalić kolejność wydarzeń, jakie rozegrały się w Państwowym Gospodarstwie Rybnym w fikcyjnych Pojsenach na Mazurach. Zaznaczam jednocześnie, że daty dzienne mają charakter orientacyjny.

Przebieg wydarzeń:

15/16 V 1977 – I kradzież ryb z PGR-u Pojseny.

29/30 V 1977 – II kradzież ryb z PGR-u Pojseny.

4 VI 1977 – koniec roku szkolnego 1976/1977.

5 VI 1977 – Dariusz Jaskólski wraca z Gdańska do Pojsen.

5/6 VI 1977 – III kradzież ryb z PGR-u Pojseny.

6/7 VI 1977 – I warta nad jez. Płowe. IV kradzież ryb z PGR-u Pojseny.

7 VI 1977 – Dariusz pisze list do kolegów z prośbą o pomoc w wykryciu złodziei.

12 VI 1977 – Zbigniew Pichowski i Kazimierz Barczak przyjeżdżają do Pojsen.

12/13 VI 1977 – II warta nad jez. Płowe. V kradzież ryb z PGR-u Pojseny.

13 VI 1977 – Zbyszek proponuje napisać list do kpt. Żbika z prośbą o pomoc.

14 VI 1977 – List do kpt. Żbika.

16 VI 1977 – Kpt. Żbik przyjeżdża do Pojsen. Wizyta na posterunku MO i nad jez. Płowe. Odkrywa ślady stóp na leśnej ścieżce.

17 VI 1977 – VI kradzież ryb z PGR-u Pojseny. Kpr. Stasiak znajduje na stoisku bazarowym Felicji Łoś w Stojanach ryby kradzione z PGR-u. Kradzione ryby są też sprzedawane w prywatnej restauracji niejakiego Kotkowskiego w Stojanach.

18 VI 1977 – Wizyta kpt. Żbika w restauracji Kotkowskiego w Stojanach. Kradzionej ryby akurat zabrakło. Powrót do PGR-u. Poszukiwanie miejsca i odkrycie sposobu kradzieży.

18/19 1977 - VII kradzież ryb z PGR-u Pojseny. Złodzieje ryb: Kapciński i Huber zatrzymani w restauracji Kotkowskiego w Stojanach.

Recenzowany komiks jest ostatnim z serii dydaktycznych narysowanych przez J. Wróblewskiego. Dydaktyzm scenariusza jest tutaj tak nadmierny, że aż „duszny”. Dialogi postaci zawierają mnóstwo cytatów, jakby żywcem wyciętych z partyjnych przemówień, czy broszurek dla agitatorów, co sprawia, że niektóre dialogi są sztuczne i nienaturalne. Idealni bohaterowie, chętnie współpracujący z milicją w szczytnym celu, jakim jest ochrona dorobku pracowników tegoż osobliwego PGR-u. Osobliwego dlatego, iż hodowano tam rybę specjalnie importowaną z ZSRR. Ryba ta zwała się z łacińska: ctenopharyngodon idella (język można połamać) i ponoć była „szczególnie cennym gatunkiem”. Można snuć złośliwe przypuszczenia, co też sprawiło, że akurat te ryby z dalekiego Amuru trafiły do PGR-u w Pojsenach. W dodatku wcale niezbyt dużego, skoro jego kierownik nieustannie narzekał na nieliczną załogę, przez co terenu jeziora nie można było odpowiednio upilnować. Narzekania te mocno dziwią. W PGR-ach zazwyczaj był nadmiar pracowników. Z lektury komiksu wynika, że ów PGR był częścią jakiego Zjednoczenia, którego nazwy nie znamy. Nie wiem, co takiego ekscytującego było w hodowli radzieckich ryb. Miałbym poważne podejrzenia, co do wartości odżywczych owych idelli sprowadzanych od mocno niepewnego ekologicznie sąsiada. Ciekawostką pozostaje fakt, że ta „egzotyczna” ryba okazała się być wyborna w smaku. Znęceni tym turyści objadali się nią z takim zapamiętaniem, że złodzieje nie mogli nadążyć z dostarczaniem jej dla zainteresowanych.

Główni bohaterowie tego komiksu to nastolatki: Dariusz Jaskólski, uczeń technikum rybackiego, syn kierownika PGR-u Pojseny i jego dwaj koledzy Zbigniew Pichowski i Kazimierz Barczak są znakomitym przykładem idealnej młodzieży potrafiącej spędzać czas w pożyteczny sposób. Wakacje można przeleżeć na plaży nad morzem, zrobić wycieczkę autostopem po kraju, ewentualnie nawiedzić rodzinę na wsi tudzież wybyć do zaprzyjaźnionych demoludów. Czas wakacyjny można też spędzić w PRG-rze na łapaniu złodziei importowanych ryb przy ścisłej współpracy z miejscową milicją, a już zwłaszcza ze sławnym kapitanem Żbikiem. Rzeczony Dariusz, jawi się nam, jako bardzo dobry uczeń, przyszły fachowiec w rybnej dziedzinie i duma ojca, kierownika tegoż osobliwego PGR-u. O jego kolegach niewiele wiadomo. Jasnowłosy Zbyszek jest zapalonym modelarzem. Sam kapitan Żbik chwali jego dokonania: „To zdolny i ambitny chłopiec. Jego modele statków zdobyły drugą nagrodę na ogólnokrajowym konkursie”. O miedzianowłosym Kaziku nic nie wiemy. Całe to trio aktywnie angażuje się w tropienie złodziei ryb. Sprawę taktują bardzo poważnie acz nie stronią od traktowania jej też w kategoriach wakacyjnej przygody. Czynią odpowiednie przygotowania logistyczne (np.: bardzo dobre szkice terenu, chwalone przez samego kpt. Żbika, dokładne oględziny brzegów jeziora), są bardzo spostrzegawczy; ich pomysły biorą pod uwagę również pracownicy PGR-u z wyjątkiem etatowego malkontenta niejakiego Adama z berecie z antenką. Wreszcie to wspomniany Zbyszek wpada na pomysł napisania listu do sławnego kapitana Żbika, który „zawsze pomaga w trudnych sprawach”. Zabieg ów był dość często stosowany na łamach „Żbików” dydaktycznych. Zazwyczaj nastoletni bohater (rzadziej bohaterka) „wpadał” na genialny pomysł angażu kpt. Żbika do rozwiązywanej amatorsko sprawy. Do tego pomysłodawca prawie zawsze znał dzielnego milicjanta, a to ze szkoły, a to z jakichś kółek zainteresowań, czy innych okazji. Sławny kapitan nigdy nie pozostawał obojętny na listy młodzieży z prośbami o pomoc. Tak było i tym razem. Do pomysłu trójki kolegów przychylili się również bezsilni pracownicy PGR-u.

Na uwagę w komiksie zasługuje pisanie listów przez Darka do kolegów i całej trójki do dzielnego kapitana. Z pewnym rozrzewnieniem spoglądam na te kadry. Sztuka epistolografii umiera współcześnie na naszych oczach. Smsy i e-maile skutecznie wypierają tę formę korespondencji. Dzisiaj z perspektywy prawie 40 lat (od roku wydania komiksu) zauważalny jest dość jaskrawy rozziew w tej materii między tamtymi czasami a nam współczesnymi.

PGR Pojseny, jeśli wierzyć słowom jego kierownika, Piotra Jaskólskiego, miał niezbyt liczną załogę. Fakt ten wykorzystywali złodzieje ryb słusznie mniemając, że takiego rozległego terenu nie są w stanie upilnować. Poza tym nie zostawiali po sobie prawie żadnych śladów. Wśród współpracowników kierownika najbardziej aktywny jest niejaki Hubert Krawczyk, brygadzista i członek ORMO. Na łamach „Żbików” lansowanie tej formacji było obecne praktycznie od samego początku. Mimo paskudnej opinii w ówczesnym społeczeństwie komiksowi ormowcy są stawiani niemal za wzór postawy obywatelskiej. Najciekawsze są jednak fizjonomie pracowników PGR-u oraz mnogość typów nakrycia głowy: maciejówki, berety z antenkami, kaszkietówki i kapelusze á la ubek. Ta skąpa załoga jest bardzo pracowita i zaangażowana w hodowlę idelli. Jest to nieustannie podkreślane po każdej nieudanej akcji ujęcia złodziei. W tropieniu nieuchwytnych rabusiów są jednak całkowicie bezsilni. Nie mają też jakichś specjalnych pomysłów poza uruchomieniem miejscowej milicji. Ta bezsilność w „Żbikach” też nie jest przypadkowa. Ma być impulsem do wezwania kapitana Żbika, a on już sobie poradzi śpiewająco.

W akcję ujęcia złodziei mocno zaangażowani byli miejscowi milicjanci kapral Stasiak i sierżant Wilczyński. Oni też poza nieudanym udziałem w II warcie na jeziorze opuszczają ręce. Ale młodzież jest pełna zapału, usilnie dąży do wyjaśnienia sprawy i wzywa listownie kpt. Żbika. Tenże nie pozwala na siebie zbyt długo czekać. Gdy tylko przybywa do Pojsen niemrawe śledztwo od razu nabiera rumieńców. Rabusie nie mają szans w starciu z wybitnie inteligentnym oficerem. Bardzo szybko odkrywa nie tylko miejsce kradzieży, ale i sposób jej dokonywania, co prawda przy pomocy swoich nastoletnich pomocników, ale scenarzyści uwypuklili głównie rolę Żbika. W akcji ujęcia złodziei na gorącym uczynku nasze trio mogło brać tylko bierny udział zadowalając się obserwowaniem akcji. Na udział w dalszej części zatrzymania rabusiów nie otrzymali już pozwolenia. Wyraźnie jest tutaj zaznaczony podział na role zastrzeżone tylko dla dorosłych i te, gdzie młodzi mogą się wykazać. Darek z kolegami byli zapewne rozczarowani taką decyzją swojego idola, ale scenarzyści nie pozwolili im ponarzekać. Niech się cieszą, że mieli nie każdemu daną okazję współpracy ze sławnym kapitanem Żbikiem. Gdy to opowiedzą kolegom w szkole po wakacjach, to dopiero im wszyscy będą zazdrościć!

Złodzieje ryb nie byli bynajmniej amatorami w swoim fachu. Metoda kradzieży była dość oryginalna i długo niewykrywalna. Dopiero kpt. Żbik pospołu z młodymi pomocnikami odkrył w jaki sposób przebiega kradzież. Ciekawszy jest tutaj skład osobowy grupy złodziei oraz odbiorcy kradzionego towaru. Inicjatorem pomysłu musiał być Kapciński, były pracownik PGR-u Pojseny, zwolniony w nieznanych nam okolicznościach. Sugestia kradzieży, jako zemsty za zwolnienie, jest dość prawdopodobna. Jego pomocnikiem był niejaki Huber „kawał chuligana i nieroba”. Zwróćmy uwagę na celowy zabieg, jakim są obcobrzmiące lub śmieszne nazwiska przestępców; maniera ta charakterystyczna dla kryminałów milicyjnych przenikała i na łamy komiksu. Odbiorca kradzionych ryb Franciszek Kotkowski prowadził restaurację zwącą się „Agawa” w Stojanach. Pomysł na danie z idelli chwycił wśród wczasowiczów i rychło okazał się prawdziwą „żyłą złota”. Kapciński z Huberem mieli też udział w zyskach. Negatywny przekaz jest tutaj bardzo czytelny. Prywatni przedsiębiorcy, to potencjalni przestępcy tudzież współpracownicy tychże. Duet Kapciński – Huber miał też dodatkowych odbiorców. Tym razem była to bazarowa handlarka Felicja Łoś. Interes jej nie poszedł, gdyż już z pierwszą dostawą wpadła w ręce w wszędobylskich milicjantów. Samo polowanie na ów luby duecik jest pewnym novum w komiksie: noktowizory, fotografowanie eleganckim sprzętem. W praktycznie każdym „Żbiku” scenarzyści dbali o podkreślanie profesjonalizmu MO. Główny bohater posługiwał się najnowocześniejszymi wynalazkami techniki. Szczególnie interesująca jest scena zatrzymania złodziei w restauracji „Agawa”. Jeden ze złodziei właśnie chowa banknoty do kieszeni. Sądzę, że ten gest nie jest tu przypadkowy, ale zamierzony.

Zakończenie komiksu przypomina niestety propagandową agitkę. Wszyscy nawzajem wystawiają sobie laurki, konsumując przy tym rumiane jabłuszka. Kpt. Żbik obiecuje trójce kolegów nagrody za współpracę z milicją. Pracownicy PGR-u chwalą wyżej wymienionych za zaangażowanie i przewidują w nich przyszłych fachowców. Sami zainteresowani również są pełni entuzjazmu i z werwą zapewniają: „Nigdy nie zapomnę tej zasadzki!”, „Wakacje z przygodami, to rozumiem!”.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Generał dnia Pon 15:40, 12 Sie 2013, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Czw 17:29, 14 Lis 2013    Temat postu:

Już niedługo ukażą się kolejne szkice do Żbika.
Cyzeluję przygotowane teksty Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kierenski




Dołączył: 21 Paź 2008
Posty: 900
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Legnica lub Lwów

PostWysłany: Czw 17:34, 14 Lis 2013    Temat postu:

Czekam(y)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Pią 17:06, 22 Lis 2013    Temat postu:

Szkic krytyczny do komiksu „Czarna Nefretete”

Recenzowany komiks narysował Grzegorz Rosiński. Został opublikowany w 1970 roku.

Był to ósmy z kolei „Żbik” narysowany przez twórcę „Thorgala”. Po rewelacyjnej pentalogii „Zapalniczka z pozytywką” G. Rosiński mógł uchodzić za najlepszego rysownika we wczesnej historii serii. To właśnie dzięki niemu kapitan Żbik stał się rozpoznawalny i zyskał popularność wśród młodych i zapewne nieco starszych czytelników. Ładna kreska plus sensowny scenariusz dawały gwarancję sukcesu wydawniczego. Do tego komiks w PRL na początku dekady lat 70-tych wchodził w epokę swojej największej świetności. Oczywiście skromny rynek komiksów nie funkcjonował sobie samopas, ale był wprzęgnięty w ówczesną propagandę państwową i czujnie obserwowany przez cenzurę. To zaangażowanie polityczne jedni rysownicy „Żbika” próbowali w różny sposób zminimalizować, a drudzy przesładzali rzeczywistość zgodnie z oczekiwaniami władzy. Grzegorz Rosiński ma w swoim dorobku 11 „Żbików”. Mniejsze lub większe wtręty propagandowe znajdowały prawie we wszystkich.

W trakcie lektury komiksu zwraca uwagę sposób przedstawiania postaci. G. Rosiński stworzył całkiem ciekawą galerię różnorodnych fizys swoich bohaterów. Rysownik dbał o to by twarze się nie powtarzały. Unikał też idealizowania nie tylko postaci neutralnych ale i milicjantów. Stąd pełno u niego długich i krzywych nosów, obwisłych policzków, podkrążonych oczu, zmarszczek, grymasów twarzy, pękatych i wychudzonych sylwetek o rozmaitym wzroście. Pewne względy zachowywał tylko dla głównego bohatera. Tutaj odstępstwo od przyjętego wzoru by pewnie nie przeszło. Takie zbiegi nadają rysowanym przezeń „Żbikom” swoisty, oryginalny koloryt.

Warto porównać sobie kadry z „Kryształowych okruchów” i „Czarnej Nefretete” przedstawiające wystrój gabinetu płk. Czeladki. Wiele podobieństw wskazuje na pilną analizę tegoż zeszytu przez rysownika. Również postaci doktora oraz inspektora Janowskiego są przejęte z tego komiksu.

Interesującą zawartość komiksu zwiastuje okładka. Już scena na okładce komiksu „Diadem Tamary” była pewną rewolucją na tle rysowników najwcześniejszych „Żbików”. Podobnie tutaj pomysł okazał się równie bardzo dobry. W kategorii najlepszej okładki może się zaliczać do ścisłej czołówki. Sugestywna scena przedstawia owłosioną rękę w bardzo wymownym geście sięgającą po figurkę tytułowej Czarnej Nefretete. Całość utrzymana w efektownej tonacji półcienia. Figurka wyobrażająca kobietę – małżonkę egipskiego faraona jest bardzo sugestywnie narysowana. Szczególnie ładnie odznaczają się ozdoby: nakrycie głowy, naszyjnik, brosza na sukni i bransolety na rękach i nogach oraz ozdobna podstawka. Sam tytuł sugeruje nawiązanie do popiersia słynnej Hurytki Nefertiti/Nefretete (jej imię oznacza: „Piękna, która nadchodzi/przybywa”), uznawanej za najpiękniejszą kobietę antycznego Egiptu.

Niniejszy komiks ukazał się też w dobrym czasie. Polscy egiptolodzy pod egidą prof. Kazimierza Michałowskiego odnosili w latach 60-tych minionego stulecia bardzo duże sukcesy. Wśród nich była rekonstrukcja słynnej świątyni grobowej kobiety – faraona Hatszepsut. W ślad za tymi głośnymi ekspedycjami szły równie rozchwytywane książki wspomnianego nestora polskiej egiptologii. Bohaterowie książek dla młodzieży też brali udział w wyprawach do Egiptu (Tomek w grobowcach faraonów) lub marzyli o takowej (Głowa na tranzystorach) tudzież mieli przelicznik bogactwa wg skarbów z grobu Tutanchamona (Stawiam na Tolka Banana).

Mam do tego komiksu duży sentyment. Również z tego względu, że akcja dzieje się częściowo na moim rodzinnym Podhalu. Poza tym cała historia jest interesująco przedstawiona graficznie. Schemat fabuły typowy dla nieskomplikowanego komiksu kryminalnego. Do tego można wyłuskać zeń całkiem interesujące odniesienia do ówczesnej rzeczywistości. Kapitan Żbik tropił do tej pory spekulantów, szpiegów imperialistycznych, przemytników większych i mniejszych, zwykłych złodziei i bandziorów grubszego kalibru. Tym razem miał na tapecie dość ekskluzywne środowisko warszawskich handlarzy antykami. Profesja handlarza miała jednoznacznie negatywnie konotacje nie tylko w „Żbikach”, ale i powieści milicyjnej.

JAN MIRSKI
Jan Mirski był kolekcjonerem antyków. Mieszkał w Warszawie przy ulicy Rakowieckiej. Wraz z nim mieszkała córka jego brata z mężem. Z kart komiksu wynika, że był znanym kolekcjonerem dzieł sztuki. Jego zamiłowanie do gromadzenia antyków ilustruje nam już pierwszy obszerny kadr komiksu. Wraz z rozwojem akcji zbiorów Jana Mirskiego można zobaczyć więcej. Były tam wazy greckie, stara broń, obrazy w eleganckich ramach, figury i figurki, rozmaite stare przedmioty codziennego użytku (miski, dzbanki itp.) oraz Czarna Nefretete. Kto wie, może najcenniejszy przedmiot w zbiorach nobliwego starszego pana. Wszystko to trzymał w gustownych, ciężkich szafach za szkłem. Szafy te miały jedną szczególną zaletę – posiadały skrytki. Ukrywać w nich można było szczególnie cenne okazy. Jakby nie patrzeć, było to całkiem interesujące zabezpieczenie przed ewentualną kradzieżą, jak też nazbyt ciekawskimi kolegami po fachu. Jak każdy zbieracz lubił zapewne godzinami kontemplować swoje antyki. Niewątpliwie znał się na tym i radość sprawiał mu każdy nowo nabyty przedmiot. Niewątpliwie z takimi pasjonatami starożytności można ciągnąć długie, ciekawe dyskusje. Jan Mirski jawi się czytelnikowi, jako postać bardzo pozytywna. Można by przyjąć, że stanowi swoiste przeciwieństwo innych wątpliwej proweniencji zbieraczy antyków. Dla spostrzegawczych czytelników wraz z rozwojem akcji pojawi się jednak gruba rysa na tym nieco wyidealizowanym wizerunku nobliwego kolekcjonera. Mirski przy gromadzeniu swojej prywatnej kolekcji nie stronił od oszustw żerując na klientach nieświadomych rzeczywistej wartości sprzedawanych przedmiotów. W środowisku handlarzy antykami nie brakowało wszelkiej maści naciągaczy. Traktowali oni handel starociami, jako dobry sposób na wygodne życie, co dość sugestywnie przedstawiono na przykładzie wystroju mieszkań, choćby takiego Wacława Haleckiego. Handlarze owi rozprowadzali pokątnie, za pomocą równie pokątnych pośredników dzieła sztuki, których pochodzenie często było mocno podejrzane, a nie zamierzali upłynniać ich za pośrednictwem DESY. Instytucja ta powstała w 1950 r. i miała zajmować się handlem antykami tudzież dziełami sztuki. W dobie PRL bardzo popularna. Przetrwała zmiany ustrojowe i istnieje nadal w postaci dwóch odrębnych instytucji. DESA dla pokątnych handlarzy mogła być niebezpieczna, gdyż wścibscy milicjanci lubili tam zaglądać, nasyłać klientów – konfidentów, czy też zlecać gromadzenie poufnych informacji na temat danej osoby sprzedawcom w tychże przybytkach.

WACŁAW HALECKI
Krótko mówiąc ropucha w okularach. Takie mam nieodparte wrażenie ilekroć patrzę na tę postać w kadrach komiksu. Scenarzyści poskąpili czytelnikom bliższych informacji o nim. Niewiele da się tu wycisnąć. Mieszkał w Warszawie i handlował antykami (w domyśle: kantował ile się dało). Miał samochód marki Skoda 1000 MB oraz różne nieciekawe fragmenty życiorysu z MO w roli głównej. Możliwe, że już wcześniej posiadał informacje o Czarnej Nefretete u Mirskiego i szukał sposobu wydostania jej od niego. Mogły być też jakieś wcześniejsze negocjacje o których nie wiemy. Nawiązanie współpracy z Rozenem nie wydaje się być przypadkowe. Obu panów połączył wspólny plan.

ROZEN
Dziwaczne, obce nazwisko bez pudła wskazywało głównego podejrzanego. Wiadomo, kto w powieści milicyjnej takowe miana nosił. Ów brodaty jegomość trudnił się pokątnym handlem, swego czasu miał nawet zakład elektrotechniczny prowadzony z bliżej nieznanym wspólnikiem, którego się był pozbył. Oczywiście, to tylko domysł, gdyż Rozen był bardzo sprytny i nie dał się na niczym złapać. „Miał mocne alibi” - stwierdził z odcieniem pewnej irytacji sławny kapitan Żbik wnikliwie studiując jego dossier w milicyjnym archiwum w Warszawie. Można domniemywać, że ów Rozen miał bardzo szerokie kontakty wśród handlarzy wszelkiego autoramentu ze szczególnym uwzględnieniem antykwariuszy. Wiedzę o posiadanych przez nich kolekcjach miał też zapewne nielichą. Szczególną uwagę zwrócił (lub mu zwrócono) na nobliwego Jana Mirskiego. W sukurs przyszedł mu rzeczony Halecki również handlarz antykami. Niewykluczone, że to obaj panowie wpadli na genialny pomysł wyłudzenia figurki Nefretete od Mirskiego, a jeśli plan A by się nie powiódł, to w odwodzie był plan B, czyli dyskretne zabójstwo kolekcjonera i rzecz jasna przywłaszczenie sobie cennego przedmiotu.

JAK OSZUST OSZUKAŁ OSZUSTA
Akcja rozpoczyna się interesująco. Rzeczony Jan Mirski po śniadaniu wychodzi na umówione spotkanie z handlarzem antykami Wacławem Haleckim. W międzyczasie nabywa w pobliskim kiosku „Życie Warszawy” i wypoczywa na ławce. Kioski RUCH – u w całym kraju były do siebie prawie podobne. Stąd nic szczególnego w bryle budynku nie znajdziemy. Za to na szybie wisi przyklejony plakat „CZYTAJ PRASĘ” z jakimś bohomazem pod spodem zwraca uwagę. Tuż obok mała reklama damskiej mody. Pod plakatami stoją i leżą drobne gadżety, z których rozpoznać można buteleczki (może perfumy?) i miś. Z lewej strony na wystawie leżą chyba książki. Niżej przy okienku wyłożone gazety. W kioskach, jako sprzedawcy przeważały kobiety w wieku rozmaitym. Tutaj akurat mamy nobliwą, starszą panią. Z dialogu można wysnuć wniosek, że antykwariusz jest jej dobrym znajomym. Nieopodal ławki, gdzie spoczywa Jan Mirski, dozorca w fartuchu pracowicie oczyszcza teren. Towarzyszy mu nieodłączny atrybut w postaci miotły. Jak się później okaże będzie ów dozorca cennym świadkiem. Mirski długo nie czekał. O umówionej porze przyjechał Skodą 1000 MB oczekiwany Halecki. Jego postać została odpowiednio zamaskowana, aby zbyt szybko czytelnik nie domyślił się kto zacz. Antykwariusz wsiadł do zielonej Skody i... słuch o nim zaginął.
Zwłoki Mirskiego znalazł długonosy kolejarz porzucone w pobliżu torów. Wyglądało to na nieszczęśliwy wypadek. Co tak naprawdę zdarzyło się na spotkaniu Mirskiego z Haleckim i Rozenem? Można by się pokusić o pewną – subiektywną – rekonstrukcję wydarzeń.

1. Jan Mirski na spotkanie z Wacławem Haleckim (Rozen już pewnie oczekiwał na miejscu) zabrał doskonale wykonany falsyfikat Czarnej Nefretete, za który zamierzał wyłudzić od niego oryginalny portret A. van Dycka.
2a. Halecki nie miał żadnego portretu van Dycka.
2b. Halecki miał falsyfikat portretu van Dycka, ale Mirski domyślił się oszustwa i wycofał z zamiany, gdyż nic na tym nie zyskiwał. Falsyfikat za falsyfikat to żaden interes.
3. Halecki zaproponował sprzedanie figurki za granicą i podzielenie się pieniędzmi bądź poczynił inne mniej lub bardziej wiarygodne obietnice lub propozycje.
4. Mirski z pewnością odmówił i tym samym podpisał na siebie wyrok.
5. Rozen zabił Mirskiego (za pomocą klucza francuskiego – niemal klasycznej metody zabójstwa w powieści milicyjnej), a zwłoki podrzucił w pobliże torów kolejowych dla upozorowania wypadku. Falsyfikat figurki Nefretete zabrał ze sobą przekonany o jego autentyczności.
6. Otwartym pozostaje pytanie, gdzie Rozen dokonał zabójstwa. Na miejscu spotkania, czy w drodze powrotnej? Nie wiadomo, gdzie się dokładnie spotkali („za miastem” nic tutaj nie wyjaśnia) więc pozostaje tylko ta druga możliwość. Niewykluczone, że było to uzgodnione z Haleckim na wypadek fiaska negocjacji.

Na końcu komiksu mamy dość dziwaczne wyjaśnienie motywów oszustwa, jakie zaplanował Mirski i któregoż to padł ofiarą. Całość utrzymana w pseudopatriotycznym tonie. Z treści listu znalezionego w Skodzie wynika, że Mirski wiedział z kim się spotyka i jakie mogą być tego konsekwencje. Mimo tego, powodowany czystą chciwością zdecydował się na wątpliwą transakcję w miejscu wyznaczonym przez Haleckiego I NIE ZOSTAWIŁ DOMOWNIKOM ŻADNEJ INFORMACJI, GDZIE SIĘ WYBIERA. Scenarzyści starannie pominęli tę kwestię. Na pierwszy plan wysunęli decyzję Mirskiego o przekazaniu cennego eksponatu (kupionego na aukcji w Londynie za 50 000 funtów i ukrywanego od czasów niemieckiej okupacji!!!) do warszawskiego Muzeum (Narodowego), sugerując tym, jakoby Mirskiemu ów Halecki z Rozenem siłą chcieli tę figurkę odebrać, zaś antykwariusz powodowany patriotyzmem i miłością do sztuki uchronił ją dla muzeum w swojej piwnicy. Aż się chce po lekturze listu Mirskiego powiedzieć krótko bla, bla, bla...

PLANY
Rozen zgodnie z planem B zabił opornego Mirskiego i przywłaszczył sobie cenny – w jego mniemaniu – eksponat. Rzeźba właściwie została ukryta u Haleckiego. Mieszkanie Rozena mogło być niebezpieczne. Halecki posiadając już upragniony przedmiot nie zerwał współpracy z Rozenem, licząc na jego spryt. Skoro upiekło mu się za pierwszym razem, to i teraz też powinno. Obaj przebiegli panowie byli bardzo dobrymi fachowcami i znali reguły pokątnego handlu. Postanowili poczekać aż „sprawa ucichnie” i dopiero wówczas podjąć próbę sprzedaży figurki za pomocą pośrednika. Do tego zamiaru również posiadali dwa plany. Minęły miesiące. Nikt ich nie niepokoił. Rozen z Haleckim doszli do wniosku, że można rozpocząć realizację planu A. Halecki skorzystał z usług niejakiego zasuszonego chudeusza Jaszunia (brawa dla rysownika za przedstawienie postaci). Ów chudzielec nawiedził salon DESY proponując do spieniężenia „cenną figurkę z hebanu”. Nie wiedział, że wszędobylscy konfidenci usłyszeli, co trzeba i projektowana transakcja przestała być tajemnicą. A i sam Jaszuń znalazł się pod dyskretną opieką milicyjnych „wywiadowców”. Swoją drogą warto obejrzeć przedstawione w kadrach pomysły na kamuflaż i charakterystyczne zachowanie „opiekunów” handlarza. Nieoczekiwanie Jaszuń stał się obiektem milicyjnej prowokacji. Finalna rewizja w jego mieszkaniu zakończyła współpracę z Wacławem Haleckim. Tym samym upadł plan A. Rozen ze wspólnikiem byli jednak uparci i nie zniechęcali się przejściowymi trudnościami. Podczas wspólnej przejażdżki zieloną Skodą 1000 MB zdecydowali, że skoro 400 000 zł przeszło im koło nosa, to Czarna Nefretete musi być przemycona za granicę. Tam się ją sprzeda za „twardą walutę”, co przyniesie jeszcze większą korzyść finansową. Plan B wcale nie był taki łatwy do zrealizowania. Przemyt musiał być dobrze przygotowany. Rozen zaopatrzony we wskazówki Haleckiego pojechał do Wiednia. Tam przedstawił się antykwariuszowi Johannesowi Klagerowi jako Kowalski (zapewne Jan) i zaoferował kupno figurki. Nobliwy nabywca antyków przystał na propozycję Rozena. Tenże zostawił mu przywiezioną fotografię rzeźby. I jak się okazało był to duży błąd.

ŚLEDZTWO
Długonosy kolejarz znalazł przypadkiem zwłoki zabitego Mirskiego. Na miejsce przyjechali milicjanci z Pruszkowa. Niewiele zdziałali, gdyż dochodzenie zostało już na wstępie przejęte przez ekipę kpt. Żbika. W duecie z insp. Janowskim (znanym choćby z „Kryształowych okruchów”) zabrał się za wyjaśnianie zagadkowego zgonu nobliwego kolekcjonera. Jak przystało na oficera wybitnie inteligentnego od ręki wykluczył nieszczęśliwy wypadek. Zabójca był zbyt pewny siebie i nawet nie zadbał o taki marny szczególik, jak bilet kolejowy, co mogłoby uprawdopodobnić śmierć w wyniku wypadnięcia z pociągu. Samobójstwo nie było brane pod uwagę. Skoro już zabójstwo zostało potwierdzone teraz należało poszukać motywów i sprawców. Powód zabójstwa duet Żbik – Janowski szybko ustalił. Wystarczyła tylko jedna wizyta w mieszkaniu Mirskiego i częściowe przejrzenie zgromadzonych przezeń zbiorów. Dodatkowym tropem była korespondencja Mirskiego z Austriakiem Johannesem Klagerem. By nie było za łatwo milicjanci musieli rozwiązać jeszcze zagadkę tożsamości wiedeńskiego antykwariusza, któryż to posiadał osobliwą manierę podpisywania się pod listami pierwszą literą nazwiska. Na tapecie, jako głowni podejrzani znaleźli się oczywiście Lipscy. Wkopało ich zdradzenie dokładnej ceny za jaką została nabyta Czarna Nefretete. Jej zniknięcie ze zbiorów Mirskiego jeszcze bardziej pogłębiało te podejrzenia. Co prawda ich alibi było skrupulatnie sprawdzone i zdawało się być nie do podważenia. Innego śladu nie było. W powieści milicyjnej rzadko się zdarzało, że sprawa prowadzona przez głównego bohatera kończyła się porażką i lądowała ad acta (np.: „Córka z nadmiarem temperamentu”). Niepowodzenie kapitana zostało ukryte w obojętnie brzmiącym zdaniu: „Od kilku miesięcy wywiadowcy prowadzili obserwację sklepów „DESY”. Aż nagle pewnego grudniowego dnia (...)”. Pojawia się tutaj motyw podobny do „Kryształowych okruchów”, gdzie wyjaśnienie powodów zabójstwa inż. Zaleskiego nastąpiło po wielu miesiącach i też zimą (!!!). Krótko mówiąc duet kpt. Żbik – insp. Janowski trafiał na same zawiłe zagadki z nieoczekiwanym finałem. Ale wróćmy do pamiętnego grudnia. Czujne ucho konfidenta w stopniu porucznika usłyszało co trzeba a zezujące oko zarejestrowało kogo trzeba i początek nici został niemal przypadkiem uchwycony. Kobieta sprzedająca w DESIE udzieliła stosownych informacji, co do tożsamości zasuszonego handlarza. Kpt. Żbik po zapoznaniu się z tymi rewelacjami zaraz przystąpił do zarzucania sieci na Jaszunia.

PROWOKACJA
Warto rozebrać sobie na czynniki pierwsze ową milicyjną prowokację. Stanowi ona bowiem swoiste clou całej intrygi kryminalnej. Prywatnie sceneria tejże budzi we mnie pewną dozę rozbawienia. Oto rzeczony Jaszuń odbiera telefon od cudzoziemca ze „strefy dewizowej”: „.(...) Przyjechałem z Wiednia. Dowiedziałem się przypadkiem, że ma pan cenne dzieła sztuki do sprzedania”. Handlarz od razu zgodził się na spotkanie. I tu scenarzyści poszli z fantazją na całość. Czy Jaszuń mówił po niemiecku? Może i tak. Niekoniecznie musimy w to wątpić. Zastrzeżenia budzi tak szybkie zaproszenie, w gruncie rzeczy obcego człowieka, do obejrzenia zgromadzonych cacek. Z drugiej strony Jaszuń nie był wtajemniczony w pochodzenie Czarnej Nefretete. Jego zadaniem było tylko znalezienie kupca. Przy tej okazji możemy się przekonać, jak wyglądali cudzoziemcy w PRL w końcu roku 1970. Obowiązkowo kapelusz na głowie i aparat fotograficzny marki Canon na szyi. Do tego naiwność na buzi plus zasobny portfel. Idealny materiał do naciągania na grubszą gotówkę. Jaszuń poinformował Haleckiego o nieoczekiwanym nabywcy. I kto wie, czy nie był pomysłodawcą – za konkretną prowizję – zbycia Czarnej Nefretete przypadkowemu cudzoziemcowi. Halecki jednak nie należał do naiwnych i postanowił przyjrzeć się z ukrycia kim będzie ów zagraniczny nabywca. Niewykluczone, że powziął podejrzenia, że tak szybkie pojawienie się tak egzotycznej oferty może mieć coś wspólnego z „organami”. Dalszy przebieg akcji pokazał, że milicjanci potrafią spaprać już na wejściu najlepszy plan. Ledwo wszedł do środka i już udał – nieszczere – zdziwienie: „Niezwykła rzeźba! Skąd ona pochodzi?”. Nie ukrywam, ale przyłożyłbym mu z przyjemnością. Od razu widać, że szeregowi koledzy Żbika nie grzeszyli nadmiarem inteligencji. Powinien oglądać obrazy, wazy, talerze, a nawet najgłupszą skorupę po jakimś garnku i UDAWAĆ, że hebanowa figurka nic go nie interesuje. Dopiero na końcu, może zachęcony przez samego Jaszunia zainteresować się – umiarkowanie – Czarną Nefretete. Przy okazji wybrzydzać, doszukiwać się mankamentów rzeźby itp. A tu akcja spalona już na samym początku. Halecki ukryty za kotarą przysłuchiwał się tej szopce walcząc zapewne z ciekawością kim jest ów „zagraniczniak”. Tymczasem milicjant kompromitował się dalej. Zakup kontrolowany musi być przeprowadzony ze wszelkimi pozorami prawdopodobieństwa. Tutaj nawet tego zabrakło. Jaszuń kuł żelazo póki gorące i zażądał 400 000 zł. Milicjant zaoferował 300 000 zł plus dokładkę w kolejnym dniu. Dlaczego mu nie dał tej forsy?! Zamiast tego zażądał dokumentów rzeźby, których rzecz jasna by i tak nie otrzymał. Wymówka „zginęły w czasie wojny” niejeden falsyfikat uczyniła autentykiem. Na koniec tej tragikomicznej sceny rzekomy Wiedeńczyk sfotografował rzeźbę dla „swojego rzeczoznawcy” i... odstąpił od zakupu. Halecki podejrzał sobie z ukrycia moment fotografowania Czarnej Nefretete i powzięte wcześniej domysły sprawdziły się w zupełności. Żaden cudzoziemiec tylko milicjant w przebraniu. I to zupełnie mu znajomy, skoro „przesłuchiwał go kiedyś”. Krótko mówiąc wpadka na całego. Halecki zabrał figurkę od Jaszunia i nie wyjaśniając powodów zerwał współpracę.

ZAKOPANE – 46 KILOMETRÓW

Halecki ostrzegł Rozena o prowokacji, której był świadkiem. Przyszedł czas na plan B. Problemem stało się wymyślenie sposobu przemycenia Czarnej Nefretete do Wiednia. Warszawa, po milicyjnej prowokacji i rewizji u Jaszunia, stała się miejscem dość niebezpiecznym dla obu wspólników. Rozen namówił Haleckiego na spotkanie w Zakopanem. Sam podążył tam pociągiem, a Halecki swoją zieloną Skodą.

Na s. 23 pierwszy duży kadr przedstawia zieloną Skodę 1000 MB przejeżdżającą obok drogowskazu „Zakopane 46 km”. Postanowiłem sprawdzić z czystej ciekawości, gdzie faktycznie wypada 46 kilometr od Zakopanego i na ile rysownika poniosła fantazja. Wybrałem się z kolegą samochodem do Zakopanego. Pech chciał, że pogoda się zepsuła, jak minęliśmy Biały Dunajec. Lało, jak z cebra. Na szczęście w drodze powrotnej, jak już mierzyliśmy kilometry na liczniku, przestało padać, ale słońce się już nie pokazało. Punkt A wyznaczyliśmy od dworca kolejowego w Zakopanem. Punktem B miał być 46 kilometr. „Zakopianką” śmigało się dość szybko. Przyblokowało nas tylko nieco na Obidowej, Rdzawce i na światłach w Skomielnej Białej. Dwa tiry zwijały się na Jordanów i trochę to trwało. 46 kilometr wypadł nam mniej więcej w połowie drogi między Skomielną Białą, a Naprawą. Droga wiedzie, co prawda na wzniesieniu, ale po obu stronach są brzegi z lasem. Gór żadnych nie widać.
Z doświadczenia wynika, że :
- w 1970 roku nie rosły w tym miejscu żadne drzewa,
- G. Rosiński pofantazjował sobie do woli. Na komiksowym kadrze góry są zdecydowanie za blisko.

Halecki z Rozenem udającym narciarza spotkali się w restauracji na Kasprowym. Żywili złudną nadzieję, że uciekli wścibskim milicjantom. Nic bardziej błędnego. Inwigilacja tym razem działała bez problemu. Obaj panowie otrzymali dyskretną opiekę towarzyszącą im praktycznie nieustannie. Nie pomogło nawet spotkanie w zakopiańskim hotelu „Orbis”. Hotel istnieje do dziś, ale nie wygląda w całości tak samo, jak 40 lat wstecz. Rozen był bardzo zaniepokojony dokładnym przeszukaniem walizki przez celników po powrocie do kraju. Rodziło to uzasadnione obawy, że MO jest na tropie i potrzebne są nadzwyczajne środki ostrożności. Koniec końców Halecki podjął się zadania przemytu Czarnej Nefretete do Wiednia. Nawiasem mówiąc dobrze, że do tego nie doszło. Halecki skompromitowałby się u Klagera, gdyby usłyszał, że jest oszustem i próbował mu wkręcić falsyfikat.

Z PIWNICY DO MUZEUM
Rozen z Haleckim zostali opleceni gęstą siecią milicyjnych tajnych współpracowników śledzących dyskretnie każdy ich krok. Nie mieli szans się wymknąć. W tym samym czasie, gdy spływały raporty od konfidentów, kpt. Żbik poleciał samolotem do Wiednia nawiedzić nobliwego Johanna Klagera. Policja austriacka udziela wszelkich informacji. Szybko ustalają tożsamość poszukiwanego antykwariusza. Klager nie miał nic do ukrycia. Pokazał nawet fotografię „pana Kowalskiego z Warszawy”, czyli brodatego Rozena. Po tej wizycie prawie wszystko było już jasne. Płk. Czeladka nie zwlekał. Ledwo milicjanci wrócili z Wiednia i zapoznali go z nabytymi tam rewelacjami wystarał się od ręki o nakazy rewizji mieszkań obu podejrzanych. U Haleckiego znaleźli Czarną Nefretete. Próbował się wykręcić rzekomym kupnem rzeźby od rodziny Lipskich. Nic to nie pomogło. Kpt. Żbik pewny sukcesu bardzo się rozczarował. W muzeum anonimowy profesor tylko spojrzał na figurkę i już nie miał wątpliwości, że jest to podróbka. Całkiem udana, ale jednak podróbka. Tak szybki werdykt wskazuje na to, że ów profesor był prawdziwym specem od egipskich antyków. Rewizja u Rozena nic specjalnego nie wykazała. W kontekście tegoż warto porównać sobie dwie sceny: rewizja u Jaszunia i u Rozena. Obaj bohaterowie niemal ostentacyjnie lekceważą sobie milicjantów, jeden pali fajkę, drugi papierosa. Obaj mają ciekawe miny. I oczywiście obaj kłamią z miedzianym czołem. Inspektor Janowski znalazł u Rozena tylko kluczyki od samochodu. Minę miał smętną, gdy to powiedział Żbikowi, który też przeżywał porażkę po wpadce z falsyfikatem. A wydawało się, że rozwiązanie sprawy jest już na wyciągnięcie ręki.
Wbrew pozorom, to właśnie to niepozorne znalezisko popchnęło śledztwo naprzód. Halecki użyczał swojej Skody 1000 MB Rozenowi. Inaczej trudno wytłumaczyć obecność kluczyków w jego mieszkaniu. Kpt. Żbik był jednak wybitnie inteligentny i szybko skojarzył od czyjego samochodu są to kluczyki. Dokładna analiza bieżnika opon z odlewem wykonanym na miejscu znalezienia zwłok Mirskiego nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Do tego w Skodzie kpt. Żbik znalazł okulary Mirskiego i list treści następującej: „Halecki zaproponował mi oryginalny portrecik A. van Dycka w zamian za moją Nefretete. Jadę do niego! Zabieram falsyfikat, prawdziwą ukryłem jeszcze podczas okupacji. Gdyby coś się ze mną stało, proszę oryginał figurki oddać do muzeum w Warszawie. J. Mirski”.
Rozen z Haleckim zostali aresztowani. Spryt tym razem zawiódł obu wspólników. Halecki szybko zmiękł na przesłuchaniu przez duet Żbik – Janowski. Kadr z przesłuchaniem uważam za jeden z lepszych w komiksie i serii. Ogólnie lubię, tę niemą brutalność zawartą w takich scenach. Zazwyczaj jest to wycinek trwającego już przesłuchania. Pozy milicjantów są praktycznie niezmienne podobnie, jak i przestępców. Halecki wydał Rozena bez żadnych skrupułów. Skoro już wpadli, to lepiej ratować swoją skórę niż osłaniać kiepskiego wspólnika. Rozen też nie miał wyjścia. Opowiedział, jak to uśmiercił Mirskiego „tępym narzędziem”.
Najgorsza jednak dla obu panów była świadomość, że dokonali zbrodni łakomiąc się na zwykły falsyfikat, na którym nie zarobiliby ani jednego dolara.
Złapanie zabójców Jana Mirskiego nie oznaczało końca sprawy. Nadal pozostało na tapecie odnalezienie corpus delicti. Pewnie mieszkania Rozena i Haleckiego były przeszukane jeszcze raz i bardziej dokładnie niż wcześniej. Nic to jednak nie dało. Pozostało szukać u Lipskich. Kpt. Żbik z insp. Janowskim po raz kolejny zabrali się za wyszukiwanie skrytek w starych meblach. Bez rezultatu. Aż Janowski wpadł na pomysł przekopania piwnicy. I to był strzał w dziesiątkę. Oryginalną rzeźbę Czarnej Nefretete znalazł kpt. Żbik w kominie (?) owiniętą w jakąś materiał.
Trochę szkoda, że to nie Janowski ją znalazł. Pomocnik kapitana, jawi się trochę, jak taki chłopiec od czarnej roboty, a śmietankę spija główny bohater. Zabytkowa rzeźba została zgodnie z „listem – testamentem” Jana Mirskiego oddana przez małżeństwo Lipskich do muzeum. Tym razem anonimowy profesor nie miał już żadnych wątpliwości, że ma w ręku oryginał. Nie ma to jak fachowiec. Krótko mówiąc zakończenie z patosem.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nexus6




Dołączył: 12 Lis 2012
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:53, 25 Lis 2013    Temat postu:

Dodam, że podobną historię prezentuje ewka 'Feralny wtorek' Trudno mi określić, kto od kogo czerpał inspiracje, a może w obu przypadkach wzorowano się na jakiejś autentycznej sprawie. W ewce zamiast figurki mamy obraz, ale reszta z grubsza się zgadza. Motyw podmiany oryginału na flasyfikat jest bardziej sensownie wytłumaczony i pozbawiony patriotycznych odruchów. Samo śledztwo też jest znacznie bardziej skomplikowane, ale pewnie w żbiku pewne skróty podyktowane zostały objętością zeszytu. Podsumowując - gdybym nie znał Feralnego wtorku powiedziałbym, że Czarna nefretete to fajna historyjka, a tak niestety musze powiedzieć, że ewka przebija pod każdym względem żbika.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Pon 18:51, 25 Lis 2013    Temat postu:

Dobrze, że zwróciłeś na to uwagę. Znam EWĘ "Feralny wtorek". Nie mam zielonego pojęcia, kto od kogo wziął pomysł na scenariusz. Można tylko gdybać. I faktycznie w EWIE nie ma tego "patriotycznego" motywu, który pojawia się w komiksie przy okazji zamiany oryginału na falsyfikat.
Nazwisko GAR może być takim odpowiednikiem ROZENA? Cool


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nexus6




Dołączył: 12 Lis 2012
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:00, 25 Lis 2013    Temat postu:

Raczej to żbiki powstawały na podstawie ewek, a nie odwrotnie. Jednak w tym przypadku rok wydania Czarnej Nefretete to 1970 a Feralnego Wtorku 1971. Historia sprawia wrażenie raczej całkowicie fikcyjnej, ale kto wie, może jakaś rzeczywista sprawa była inspiracją.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Wto 9:51, 26 Lis 2013    Temat postu:

Daty wydania faktycznie mogą sugerować, że EWA "Feralny wtorek" mogła mieć fabułę wzorowaną na tym komiksie. Niewykluczone też, że scenariusz powstał równolegle z nowelą. Nie wiemy ile "leżała" zanim ją wydano. Ale podkreślam, że to tylko moje gdybanie. Zgodzę się z tym, iż historia ta może być całkiem bądź częściowo wydumana. Jako minus wskazuję tutaj tę "prowokację" w wykonaniu anonimowego milicjanta. Źle to zostało pomyślane i mało realistycznie. Milicjant ostatecznie wyszedł na głupca. Z drugiej strony śmierć Mirskiego była dla Lipskich bardzo wygodna. Zyskiwali dla siebie całe mieszkanie.

Jak się tak dobrze przyjrzeć kadrom, gdzie występuje Lipski, mąż bratanicy Mirskiego, to widać częściowe podobieństwo do szefa siatki przemytników z Bułgarii ("Spotkanie w Kukerite").


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Generał dnia Wto 10:13, 26 Lis 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nexus6




Dołączył: 12 Lis 2012
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:15, 26 Lis 2013    Temat postu:

Może w komiksie ta prowokacja milicjanta wygląda gorzej. W ewce nie odnioslem takiego wrażenia. Milicjant fotografuje tu za zgodą kontrahenta i wygląda to naturalnie, a sam proces doprowadzenia do akcji jest opisany zdawkowo, co zostawia to czytelnika w sferze niedopowiedzeń. Komiks niestety musi operować konkretem i tak to sobie tu wymyślono. Ciekawe jest to, że w nowelce na podstawie zdjęcia dochodzą do wniosku, że jest to falsyfikat, co wprowadza dodatkowe perturbacje w śledztwie. W żbiku o falsyfikacie dowiadujemy się dopiero pod koniec. Różnica ta jest pewnie efektem uproszczeń, na który jest skazany komiks.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Wto 16:27, 26 Lis 2013    Temat postu:

Niezbyt precyzyjnie się wyraziłem Razz
Chodzi mi o milicyjną prowokację w komiksie, a nie w EWIE. W noweli faktycznie jest ona inaczej odbierana i też lepiej skonstruowana.
Rozpoznanie oryginału tylko za pomocą fotografii to wielka sztuka. Odpadam w przedbiegach Very Happy Very Happy Very Happy

Zgadzam się, że komiks rządzi się swoimi prawami i pewne rzeczy musi upraszczać. Tutaj ograniczeniem jest zazwyczaj liczba stron.

Ogólnie rzecz biorąc figurka Czarnej Nefretete jest, jakby taką klamrą spinającą fabułę komiksu. Pojawia się już na pierwszym kadrze (w ręku Mirskiego) i na kadrze kończącym (w ręku profesora w muzeum).

Nie ukrywam, że bardzo podoba mi się jej przedstawienie na okładce. Ciekawe na czym wzorował G. Rosiński rysując tę postać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nexus6




Dołączył: 12 Lis 2012
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:53, 26 Lis 2013    Temat postu:

Fakt, jedna z lepszych okładek żbika. To był dobry pomysł, aby zamiast obrazu (w ewce) dać figurkę. Z pewnością jest to bardziej atrakcyjne.
A wracając do falsyfikatu z ewki. Jak mnie pamięc nie myli (ale glowy nie dam), był to słaby falsyfikat, więc ocenienie tego na podstawie zdjęcia moglo być możliwe. Generalnie z komiksami jest taki problem, że ciężko upchać fabułę w takim jednym zeszycie i pewnie dlatego w późniejszym okresie dominowały historie kilku zeszytowe. Ja sam przymierzam się do narysowania komiksu na podstawie jednej z ewek i widze, że nie dałbym rady upchać tego na 32 stronach B5 bez szkody dla fabuły.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Wto 17:48, 26 Lis 2013    Temat postu:

Wiadomo, że historie z kilkoma wątkami musiały być rozbudowane na kilka części, bo cóż to jest 32 strony formatu B5? Siłą rzeczy nie ma szans na opowiedzenie ciekawej wielowątkowej historii. Ale z tym też musieli scenarzyści uważać, bo w takiej pentalogii "Zapalniczka z pozytywką" wiele wątków narosło i trzeba było ograniczać fantazję scenarzystów.

Jaką EWĘ chcesz wziąć na tapetę? Jeśli to nie tajemnica.
Mi się marzy przenieść na łamy komiksu EWY "Jak pan przeniósł ten gryps", "Kardynalny błąd" i "Major Downar zastawia pułapkę". Chodzi to za mną od dłuuugiego czasu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nexus6




Dołączył: 12 Lis 2012
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:07, 26 Lis 2013    Temat postu:

Na razie nie chce zdradzać o jaki tytuł chodzi. W każdym bądź razie po napisaniu kilku własnych scenariuszy zdecydowałem się w końcu na ewkę. Dogadałem się ze spadkobiercami i właśnie kończę prace nad scenariuszem. Będzie to album formatu a4, czarno- biały (zafascynowały mnie ostatnio grafiki Davida Wrighta z komiksu Carol Day, które pasowałyby do szarej rzeczywistosci prl) Komiks będzie miał 54 strony - to znacznie wiecej niż przewidywałem, ale nie mam serca okrajać zbyt mocno fabuły i dialogów. Bóg raczy wiedzieć kiedy uda mi się to wszystko skończyć. Nieprędko. Komiks będzie przegadany, ale traktuje to jako eksperyment. Chce sprawdzić, czy to się sprawdzi czy nie. Z innych ewek jakie brałem pod uwagę (i może kiedyś w przyszłości do tego wrócę jak ten projekt wypali) to nowelki:Sekuły (7 diabłów dziadka osiornego) , Danuty Frej (Maska śmierci, Hotel Kormoran) Sławińskiego Romański Krzyż. Brałem też pod uwagę Jak pan przeniósł ten gryps i Czwartek, godzina 22 Zborowskiego. Miałem jednak problemy, aby dotrzeć do odpowiednich osób, ktore dysponują prawami.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez nexus6 dnia Wto 18:10, 26 Lis 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Generał




Dołączył: 12 Mar 2012
Posty: 217
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Podhale

PostWysłany: Wto 18:29, 26 Lis 2013    Temat postu:

To wielkie gratulacje za podjęcie się tego zadania Very Happy Very Happy Very Happy
Nie ukrywam, że z niecierpliwością będę czekał na ukończenie pracy.
Pomysł na czarno - biały komiks jest świetny. Popieram!
Ilość stron też dobra. Dobrze, że nie chcesz ciąć fabuły.
Jeśli się ukaże Twój komiks, to daj znać, gdzie go będzie można nabyć. Chętnie dołączę go do mojej kolekcji komiksów.

Planujesz jednego bohatera: w sensie ten sam milicjant prowadzi śledztwo, czy sugerujesz się tekstem EWY?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.klubmord.fora.pl Strona Główna -> Książki polskie Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Następny
Strona 7 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin